poniedziałek, 15 czerwca 2015

Cudowny młody bób z patelni z chilli, czosnkiem i szałwią:-)


Kocham młody bób...nic na to nie poradzę :-) Na całe szczęście pierwszy jaki zobaczyłam w tym roku kosztował 10 zł. za kg., a nie 45 zł. jak w ubiegłym :-)))

Nigdy nie gotuję go w wodzie, tylko przygotowuję na patelni pod przykryciem na 2-3 łyżkach oleju...
Tym razem dodałam do niego 2 ząbki czosnku, 1/2 małej, piekielnie ostrej papryczki chilli oraz garść młodych listków szałwii.


Rozgrzałam na patelni 2 - 3 łyżki oleju tłoczonego na zimno, wrzuciłam 0,5 kg umytego bobu, 1/3 łyżeczki soli morskiej, pokrojony czosnek, chilli i liście szałwii (w całości), przykryłam pokrywką i co ok. minutę zaglądałam i mieszałam, aby równo się ugotował.
Czas od wrzucenia młodziutkiego bobu na patelnię do rozkoszowania się jego idealnym smakiem trwa maksymalnie 5-7 minut !!! 

Kiedy bób jest już większy trwa to troszkę dłużej i wtedy dodaję do niego na patelnię ok 5 łyżek wody.

Moim zdaniem taki sposób przygotowania go sprawia, że bób jest delikatny, kremowy i rozpływający się w ustach...wprost nie można przestać go jeść :-)


Część zjadłam na gorąco, bez dodatków...prosto z patelni... i był po prostu zjawiskowy...
Resztę obrałam i dodałam do pełnoziarnistego spaghetti, posypałam kosteczkami marynowanej wegańskiej fety - przepis znajdziecie TU, polałam łyżką oliwy z marynowania fety, posypałam garścią namoczonych pestek słonecznika i kilkoma gałązkami tymianku...


Spróbujcie koniecznie ...było naprawdę pyszne...


Smacznego !!!

czwartek, 11 czerwca 2015

Sałatka z fasolki szparagowej, rzodkiewek, młodych buraczków i sałaty z sosem sezamowo - melisowym :-)


Ugotowałam pyszną jarzynową zupę w której między innymi była fasolka szparagowa...moja córka zamiast zupy wyjadła je wszystkie... więc przygotowałam jej drugą porcję...zjadła kilka z nich i zajęła się zabawą... zostawiając mnie z talerzem pełnym małych zielonych inspiracji :-)

Początkowo chciałam (niewinnie) zrobić ją tylko z sosem z tahiny...jednak skończyło się tak, jak widzicie  na zdjęciach :-)

Podsmażyłam na 2 łyżkach oliwy 1 ząbek czosnku i pół cieniutko pokrojonej papryczki chilli, po chwili wrzuciłam ogromny pęczek rzodkiewek pokrojonych w ćwiartki oraz 4 malutkie buraczki odcięte z botwinki (pokrojone w plasterki). Polałam wszystko ok. 3 łyżkami soku z cytryny i posoliłam solą morską. Chwilkę razem dusiłam na patelni podlewając po odrobince wody aby buraczki zmiękły.
Wszystko nie trwało dłużej niż 5 minut.
Być może sos nie jest bardzo widoczny na zdjęciach, ale stanowił bardzo ważny i smaczny element tej sałatki...cudownie komponował się z każdym z tych warzyw...

Sos:
Garść liści melisy cytrynowej pokroiłam na drobne plasterki i wymieszałam razem z 1 łyżką pasty sezamowej tahini i 2-3 łyżkami dowolnego mleka roślinnego (u mnie z nerkowców), oraz szczyptą soli morskiej.

Na talerzu ułożyłam kilka liści sałaty cukrowej, na to wrzuciłam przestudzone rzodkiewki z buraczkami oraz fasolki ( nie gotowałam ich tylko udusiłam na patelni na oliwie i kilku łyżkach wody z solą morską, do momentu aż zmiękły).


Polałam wszystko sosem, posypałam sezamem i migdałami...
Sałatka okazała się bardzo zaskakująca w najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu :-)


Smacznego !!!

Sałatka z 5 gatunków mięty:-) z arbuzem, kiełkami brokuła i z sosem truskawkowym:-)



Dziś kolejna odsłona sałatki warzywno - owocowej z dodatkiem pięciu gatunków mięty : truskawkowej, ananasowej, cytrynowej, pieprzowej i marokańskiej :-)

Była pyszna...lekka, ale jednocześnie sycąca... słona...z nutą słodyczy arbuza...
kwaskowata dzięki dodatkowi sosu z truskawek i chrupiąca za sprawą ogórków i podkiełkowanych pestek słonecznika :-)


Składniki:
5 liści sałaty cukrowej
1 ogórek szklarniowy
duża garść liści ulubionych gatunków mięty
3 łyżki oliwy z oliwek extra vergin
0,5 łyżeczki soli morskiej
4 duże truskawki
1/4 papryczki chilli
1/2 małego plastra  arbuza
ok. 10 listków świeżej stewii
garść kiełków brokuła
2 łyżki namoczonych na noc w wodzie pestek słonecznika
4 łyżki kosteczek wegańskiej fety przepis znajdziecie TU



Sałatę porwać na mniejsze kawałki i poukładać na talerzu.
Ogórka obrać i zatrzeć na plasterki na tarce, dodać do niego oliwę, sól oraz pokrojoną na drobne plasterki miętę (kilka listków zostawić w całości do dekoracji).
Wymieszać ogórka z oliwą, solą oraz miętą i nałożyć na sałatę. Posypać wszystko kiełkami brokuła, kosteczkami arbuza i fety oraz pestkami słonecznika.
Truskawki zmiksować z listkami stewii i kawałkiem papryczki chilli (jeśli nie macie stewii, możecie ją zastąpić dodając 1/2 łyżeczki syropu z agawy).
Otrzymanym sosem polać sałatkę.
Przekonajcie się jaka jest pyszna i inna niż wszystkie :-)


Smacznego !!!

środa, 10 czerwca 2015

Sałatka z marynowaną wegańską fetą, oliwkami i sosem musztardowo - sezamowym.




Najwyższy czas wypróbować wczorajszą zamarynowaną wegańską fetę :-)

Pyszna sałatka z pomidorami, czarnymi oliwkami, cząstkami pomarańczy i sałatą rzymską...

z sosem z tahiny i musztardy...

i dodatkiem świeżego tymianku cytrynowego oraz papryczek chilli...


Składniki:

2 malutkie główki sałaty rzymskiej
1 dojrzały pomidor
kilka czarnych oliwek
1 pomarańcza w cząstkach (pozbawiona albedo)
4 łyżki kosteczek marynowanej wegańskiej fety z TEGO przepisu
2 łyżki młodych pędów tymianku cytrynowego
1 mała papryczka chilli

Sos:
2 łyżki ziołowej musztardy ziarnistej z TEGO przepisu
1 łyżka pasty sezamowej tahini
0,5 łyżeczki soli morskiej
2 łyżki soku z cytryny
sok z 0,5 pomarańczy
2 łyżki oliwy z marynowania fety



Sałatę pokroić wzdłuż w ósemki i ułożyć na talerzu. Dodać pomidora, oliwki, cząstki pomarańczy, tymianek i drobno posiekane chilli.

Składniki sosu wymieszać łyżką i polać nim sałatkę. Posypać kosteczkami fety i rozkoszować się smakiem :-)


                                                            Smacznego !!!

wtorek, 9 czerwca 2015

Wegańska feta !!! Z tofu i wody z cieciorki :-)



Marzyłam o sałatce z fetą...po prostu za mną chodziła i chodziła :-)))
Wyobrażałam sobie małe delikatne, jedwabiste kosteczki pełne smaku i aromatu...rozpływające się w ustach i cudownie komponujące z chrupiącą sałatą...

Zadzwoniła do mnie moja siostra i zapytała co robię...powiedziałam , że myślę nad idealnym przepisem na wegańską fetę... a ona na to: robiłaś już karkówkę z glutenu, ser z ziemniaków, to fetę też wymyślisz...:-) Daj wodę z cieciorki, agar i olej kokosowy i będziesz miała swoją fetę...Chociaż było to bardziej żartem niż na serio...dała mi do myślenia i na kanwie tego szaleńczego pomysłu powstała ta oto wegańska feta :-)


 Składniki:

1 opakowanie 180 g tofu naturalnego
woda z 1 puszki cieciorki
1 łyżeczka soli morskiej
1 łyżeczka agaru
2 łyżki oleju kokosowego
2 łyżki ciepłej wody
2 ząbki konfitowanego czosnku


Wodę z cieciorki ubić na sztywną pianę (tak samo jak pianę z białek).


Olej kokosowy zmiksować na idealnie gładką masę z tofu, ciepłą wodą, solą i agarem.


Kiedy masa "serowa" będzie już lekka i puszysta, wymieszać przy pomocy drewnianej łyżki z pianą z wody z cieciorki.
Masę przełożyć do wysmarowanej olejem kokosowym foremki (u mnie ceramiczna).
Piec pod przykryciem przez ok.120 minut w temperaturze ok.120 stopni C.
W trakcie pieczenia feta wygląda na całkiem płynną, dlatego piekłam ją aż tak długo...
Zastygła dopiero po ostudzeniu.
Nie dawałam wyższej temperatury, ponieważ nie chciałam aby feta się zrumieniła.


Odczekałam kilka godzin aby dobrze wystygła. Moim zdaniem już na tym etapie smakowała jak feta, dlatego spokojnie możecie używać jej do kanapek i sałatek już w tej formie. W temperaturze pokojowej będzie ją można smarować jak serek topiony, a schłodzoną w lodówce kroić na plasterki.
Ja marzyłam o marynowanej, dlatego pokroiłam ją w drobną kosteczkę i wrzuciłam do słoiczka wraz z macierzanką cytrynową i chilli. Zalałam oliwą z oliwek extra vergine i odstawiłam na noc do lodówki.
Moja upieczona feta była wystarczająco słona, dlatego jej nie dosalałam, spróbujcie ją na tym etapie, jeśli wolicie wersję bardziej słoną, to dodajcie do oliwy odrobinę soli morskiej.


Po nocy spędzonej w lodówce rano była fantastyczna, aromatyczna i w smaku całkiem podobna do jej niewegańskiego pierwowzoru :-)

                                                                Smacznego !!!

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Pyszna domowa musztarda ziołowa z listkami musztardowca i kwiatami tymianku :-)


Zawsze marzyłam o domowej, delikatnej musztardzie z listą składników, która mnie nie odstraszy albo nie przyprawi o ból głowy...

Pierwsza próba nie była idealna...za to druga okazała się szokującym doznaniem smakowym...i doprowadziła do tego, że zajadałam samą musztardę łyżeczką :-) ...i nie mogłam przestać !!!

Jeszcze nigdy nie czułam zachwytu z powodu istnienia musztardy...od dziś będzie inaczej !!!

Kupne musztardy są dla mnie zawsze albo za słodkie, albo za kwaśne... ta jest chrupiąca, aromatyczna, lekko słodka i lekko kwaśna ale na zupełnie innym poziomie niż musztardy przygotowywane na occie...zwłaszcza spirytusowym...już nigdy nie kupię gotowej musztardy...
Przygotowanie jej w domu zajmuje kilka minut i daje całkowitą dowolność w komponowaniu jej smaku, ostrości i dodatków...

Moja dzisiejsza musztarda została przygotowana wyłącznie z białej gorczycy i powala wszystkie mity na temat tego, że domowa musztarda wychodzi piekielnie ostra i nadaje się tylko jako dodatek do marynat lub sosów, ponieważ jej "piekielność" sprawia, że sama jest niejadalna :-)


Składniki:
100 g białej gorczycy
4 łyżki soku z cytryny
1 łyżka syropu z agawy (może być również miód, syrop klonowy lub słód ryżowy)
1 łyżka oliwy ( u mnie czosnkowej)
0,5 łyżeczki soli morskiej

Gorczycę przepłukać na sitku, a następnie zalać ok. szklanką zimnej wody i odstawić na 24 godziny aby napęczniała. Następnie znów ją przepłukać pod bieżącą wodą i prosto z sitka wrzucić na patelnię i podsmażyć na oliwie do momentu, aż woda całkiem odparuje...trwa to ok. 2-3 minuty. Następnie dodać syrop z agawy i sok z cytryny oraz sól morską... W zależności od Waszych upodobań możecie spróbować ją na tym etapie i albo zostawić ją w takim stanie, albo podzielić na dwie części i jedną  z nich zmiksować do uzyskania dowolnej konsystencji... Ja zmiksowałam na gładką masę ok. 1/3 i połączyłam obie części ze sobą.


Zachęcam Was gorąco do zrobienia choć raz własnej musztardy...możecie pomieszać białą i czarną gorczycę pamiętając, że czarna jest dwa razy bardziej ostra... ale za to będzie bardziej kolorowa :-)

Ja do mojej dodałam młode listki musztardowca i kwiatuszki tymianku...dzięki czemu była delikatna, lekka, łagodna z subtelną ziołową nutką...

                                                                         
Listki musztardowca możecie pominąć lub sami je sobie wyhodować z nasion gorczycy sarepskiej...
Jeśli preferujecie delikatniejsze smaki może to być zwykła biała gorczyca...wygląda troszkę inaczej niż musztardowiec, ale również jest pyszna... Zielone listki możecie dodawać do sałatek, zup, kanapek i dresingów...

                                                                          Smacznego !!!


sobota, 6 czerwca 2015

Jagodowa bomba - bez jagód :-) Idealny koktajl na upały


Czasami koktajle bywają zaskakujące w smaku i zupełnie inne niż się tego spodziewaliśmy wrzucając składniki do kielicha blendera... Nigdy jednak efekt końcowy nie zaskoczył mnie tak bardzo jak ten dzisiejszy... ekstremalnie jagodowy... chociaż nie dodałam nawet jednej jagódki :-)
Gdybym nie robiła go sama, pewnie trudno by mi było w to uwierzyć...



                                                 
                                                 Kwiaty kiwi z balkonu mojej Mamy :-)

Składniki:
2 dojrzałe banany
5 truskawek
1 duże kiwi
1 łyżka liści stewii (niekoniecznie)
1 mały młody buraczek
0,5 litra lodowatej wody mineralnej

Składniki zmiksować i rozkoszować się cudownym smakiem:-)

                                                                             Smacznego !!!