Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tofu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tofu. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 9 czerwca 2015
Wegańska feta !!! Z tofu i wody z cieciorki :-)
Marzyłam o sałatce z fetą...po prostu za mną chodziła i chodziła :-)))
Wyobrażałam sobie małe delikatne, jedwabiste kosteczki pełne smaku i aromatu...rozpływające się w ustach i cudownie komponujące z chrupiącą sałatą...
Zadzwoniła do mnie moja siostra i zapytała co robię...powiedziałam , że myślę nad idealnym przepisem na wegańską fetę... a ona na to: robiłaś już karkówkę z glutenu, ser z ziemniaków, to fetę też wymyślisz...:-) Daj wodę z cieciorki, agar i olej kokosowy i będziesz miała swoją fetę...Chociaż było to bardziej żartem niż na serio...dała mi do myślenia i na kanwie tego szaleńczego pomysłu powstała ta oto wegańska feta :-)
Składniki:
1 opakowanie 180 g tofu naturalnego
woda z 1 puszki cieciorki
1 łyżeczka soli morskiej
1 łyżeczka agaru
2 łyżki oleju kokosowego
2 łyżki ciepłej wody
2 ząbki konfitowanego czosnku
Wodę z cieciorki ubić na sztywną pianę (tak samo jak pianę z białek).
Olej kokosowy zmiksować na idealnie gładką masę z tofu, ciepłą wodą, solą i agarem.
Kiedy masa "serowa" będzie już lekka i puszysta, wymieszać przy pomocy drewnianej łyżki z pianą z wody z cieciorki.
Masę przełożyć do wysmarowanej olejem kokosowym foremki (u mnie ceramiczna).
Piec pod przykryciem przez ok.120 minut w temperaturze ok.120 stopni C.
W trakcie pieczenia feta wygląda na całkiem płynną, dlatego piekłam ją aż tak długo...
Zastygła dopiero po ostudzeniu.
Nie dawałam wyższej temperatury, ponieważ nie chciałam aby feta się zrumieniła.
Odczekałam kilka godzin aby dobrze wystygła. Moim zdaniem już na tym etapie smakowała jak feta, dlatego spokojnie możecie używać jej do kanapek i sałatek już w tej formie. W temperaturze pokojowej będzie ją można smarować jak serek topiony, a schłodzoną w lodówce kroić na plasterki.
Ja marzyłam o marynowanej, dlatego pokroiłam ją w drobną kosteczkę i wrzuciłam do słoiczka wraz z macierzanką cytrynową i chilli. Zalałam oliwą z oliwek extra vergine i odstawiłam na noc do lodówki.
Moja upieczona feta była wystarczająco słona, dlatego jej nie dosalałam, spróbujcie ją na tym etapie, jeśli wolicie wersję bardziej słoną, to dodajcie do oliwy odrobinę soli morskiej.
Po nocy spędzonej w lodówce rano była fantastyczna, aromatyczna i w smaku całkiem podobna do jej niewegańskiego pierwowzoru :-)
Smacznego !!!
czwartek, 28 maja 2015
Szparagi z wegańskim sosem holenderskim
Wegański sos holenderski...albo jak ktoś woli - serowy :-)
Nazwa nie ma znaczenia...bo i tak nie ma wiele wspólnego jeśli chodzi o jego skład z pierwowzorem...
Jeśli chodzi o smak, to już inna bajka...
Od dawna planowałam dopracowanie tego przepisu...w końcu doczekał się realizacji...
Myślę, że mile zaskoczy wszystkich, którym brakuje serowych smaków i ciągnących konsystencji na zapiekankach, pizzach, makaronach i warzywach...
Jest prosty, szybki, ekonomiczny i co najważniejsze smaczny :-)
Z jednego przepisu zrobiłam od razu kilka eksperymentów, abym mogła w miarę możliwości dokładnie go Wam zaprezentować:-)
Składniki:
0,5 kg. ugotowanych ziemniaków
100 g. tofu naturalnego
50 g. ryżu preparowanego
200-300 ml. mocno ciepłego mleka roślinnego (u mnie domowe kokosowe)
sok z 1/2 cytryny
2 łyżki płatków drożdżowych
0,5 łyżeczki soli morskiej, odrobina kurkumy, liście z kilku gałązek tymianku cytrynowego,
1/4 łyżeczki harissy
1- 2 ząbki ( najlepiej) konfitowanego czosnku
5 łyżek dobrej oliwy z oliwek
Ziemniaki ugotowałam, pogniotłam i wystudziłam chociaż myślę, że mogą być w całości, albo takie, które zostały nam z obiadu...
Wszystkie składniki umieściłam w kielichu blendera i zmiksowałam do gładkiej, jednolitej, ciągnącej konsystencji.
Nie musicie od razu dawać całej ilości mleka - to Wasz magiczny składnik, którym będziecie dostosowywać konsystencję masy w zależności od planu jego zastosowania :-)
Do sera, który chcecie kroić, dacie go mniej; do sosu odpowiednio więcej...
Możecie również dodać swoje ulubione przyprawy lub zioła...albo pominąć te za którymi nie przepadacie.
Poniższy "ser" do krojenia w plasterki zrobiłam z dodatkiem 1 łyżki agaru zagotowanego z ok. 50 ml. wody - wymieszałam to z ok. 1 szklanką sosu. Zastyga dosłownie w kilka minut.
Posoliłam lekko solą morską i gotowałam tak ok.10 minut, aż woda wyparowała...
Przełożyłam je na talerz, polałam moim gorącym sosem ( zagotowałam na patelni ok. 0,5 szklanki mleka kokosowego, dodałam ok. 1 szklankę sosu i dokładnie wymieszałam do uzyskania jedwabistej konsystencji).
Kilka minut zaangażowania i można się rozkoszować fantastycznymi smakami...
Dla wszystkich uzależnionych kiedyś od sosu holenderskiego będzie to sos objawienie :-)
Próbowałam wielu wersji sosów do warzyw i makaronów i uważam, że ten jest najbardziej zbliżony do oryginałów :-)
Życzę Wam aby ten przepis stał się jedynie zarysem i inspiracją do dalszych eksperymentów:-)
Smacznego !!!
czwartek, 7 maja 2015
Ramen - rosół azjatycki po mojemu:-)
Ze względu na dzisiejszą pogodę zamarzyła mi się gorąca, pikantna i rozgrzewająca zupka...
Ponieważ gotowałam przez ponad 4 godziny pyszny, intensywny warzywny wywar...padło na ramen!
To nie jest zwykła zupa, to danie, którym trzeba się delektować :-)
Moja jest oczywiście wegańska i z dodatkiem makaronu ryżowego, więc również bezglutenowa:-)
Pewnie każdy fascynat tej zupy ma swoją ukochaną wersję...ja również:-)
Podstawą jest bardzo, bardzo długo gotowany wywar - u mnie z dużej ilości świeżych warzyw (marchewka, seler, por, korzeń pietruszki i białe części cebuli dymki, a także 1 szt. rozbitej trawy cytrynowej), z dodatkiem liści laurowych, ziela angielskiego, kurkumy, bazylii, czarnego pieprzu w ziarenkach i sosu sojowego (najlepiej Tamari). Dodałam również 3 ząbki czosnku i ok. 2 cm kawałek świeżego imbiru, a także łyżkę oleju sezamowego.
W czasie, kiedy wywar gotował się na bardzo małym ogniu przygotowałam resztę składników.
Zamarynowałam 1 kostkę tofu naturalnego pokrojonego w drobną kostkę dodając:
2 łyżki ciemnego sosu sojowego
1 łyżeczkę oleju sezamowego
1 łyżkę soku z limonki
2 ząbki zmiażdżonego czosnku
1 łyżeczkę musztardy
1 łyżeczkę pasty harissa
3 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
1 łyżkę płatków drożdżowych nieaktywnych
2 łyżki mleka sojowego niesłodzonego
1 łyżkę sezamu
Wymieszałam delikatnie wszystkie składniki do momentu aż marynata pokryła wszystkie kosteczki tofu. Po ok. 30 minutach usmażyłam tofu na złoty kolor.
Białą rzodkiewkę obrałam, starłam na tarce na plasterki, zamarynowałam w soku z cytryny, lekko ją posoliłam i dodałam 0,5 łyżeczki syropu z agawy.
Cebulę dymkę pokroiłam na mniejsze kawałki - białą część dodałam do wywaru, środkową zamarynowałam razem z rzodkiewką, a górną - zieloną pokroiłam drobno i odstawiłam na bok, aby dodać ją na koniec.
Obrałam 2 marchewki i pokroiłam w "zapałkę", również dorzuciłam do marynaty.
Zalałam gorącą, osoloną wodą paczkę makaronu ryżowego pełnoziarnistego, a kiedy był już miękki (po ok. 5 minutach), odcedziłam go i odstawiłam,aby poczekał na resztę składników.
Kiedy wywar był już gotowy, odcedziłam go i wrzuciłam do rosołu kilka alg kombu. Gotowałam ok. 20 minut, aż stały się miękkie.
Po wyłączeniu gazu, dodałam jedną łyżkę miso, cienkie plasterki papryczki chilli i dokładnie wymieszałam.
Nałożyłam do miseczki makaron, dowolną ilość ulubionych warzyw i usmażonego tofu, a także liście młodej kapusty pekińskiej (powinna być pak choi ), ale akurat nie udało mi się jej kupić.
Młoda kapusta pekińska była również pyszna, delikatna i chrupiąca. Zalałam to wszystko gorącym wywarem z warzyw i zajadałam:-)
Zupa była naprawdę pyszna i oczywiście nie skończyło się na jednej miseczce:-)
Smacznego :-)
środa, 6 maja 2015
Wegańskie tiramisu z biszkoptami bez glutenu :-)
Od dawna planowałam zrobić wegańską wersję tiramisu i właśnie się udało !!!
Na dodatek na bezglutenowych biszkoptach zrobionych z wody po cieciorce...słodzone nierafinowanym cukrem trzcinowym:-)
Ubiłam pianę z wody uzyskanej z 1 słoiczka (lub puszki ) cieciorki.
Nie było tego dużo...ok. 0,5 kubka, jednak jak widzicie po ubiciu wyszło całkiem sporo :-)
Najpierw schłodzony płyn z cieciorki ubiłam na sztywną masę, kiedy była już gęsta dodałam ok. 3 łyżek nierafinowanego cukru trzcinowego i dalej ubijałam, aż masa była całkiem gęsta.
Następnie dodałam:
1 kopiastą łyżkę mąki kukurydzianej
1 kopiastą łyżkę mąki z ciecierzycy
2 łyżki mąki ryżowej
1 łyżkę skrobi kukurydzianej
szczyptę soli morskiej
1 łyżeczkę proszku do pieczenia b/g, bez fosforanów
Mąki przesiałam i razem wymieszałam, aby się napowietrzyły, a następnie wymieszałam delikatnie z ubitą pianą.
Całkowita ilość mąki wydaje się duża, ale jak dacie mniej, wyjdą Wam cienkie, chrupiące opłatki.
( jak mi przy pierwszym podejściu).
Uzyskana masa musi być bardziej gęsta niż taka na klasyczny biszkopt !
Nakładałam łyżką na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.
Piekłam w piekarniku nagrzanym do temperatury 140 stopni C. przez ok. 20 minut.
Z tej proporcji otrzymałam dwie blaszki ciasteczek.
Kiedy biszkopty się piekły przygotowałam mocną kawę rozpuszczalną i odstawiłam aby się wystudziła. (2 łyżki mocnej kawy + 3/4 szklanki wrzątku)
Następnie ubiłam śmietankę kokosową z bardzo zimnego mleka kokosowego - wyłącznie z gęstej części.
Kiedy była już sztywna, w osobnym naczyniu zmiksowałam 1 kostkę tofu naturalnego z 3 łyżkami cukru pudry trzcinowego, nierafinowanego, aż było gładkie jak serek homogenizowany.
Wtedy połączyłam delikatnie tofu z bitą śmietaną kokosową - mikserem na bardzo małych obrotach i tak szybko jak to tylko możliwe.
Dodać do kawy 2 - 3 łyżki likieru Amaretto i moczyć w niej dosłownie na sekundę po jednym biszkopcie.
Układać warstwami: nasączone biszkopty, posypać je cieniutko przy pomocy sitka ciemnym kakao, następnie nałożyć cienką warstwę masy serowej...kakao, nasączone biszkopty itd. aż miseczka, czy pucharek zostanie napełniona.
Górną warstwę powinna stanowić masa serowa.
Posypać kakao i wstawić do lodówki na min.0,5 godziny, aby nasz deser dobrze się schłodził.
Smacznego !!!
czwartek, 16 kwietnia 2015
Wegański sernik chałwowy, bezglutenowy.
Postanowiłam spróbować upiec wegańskie biszkopty bezglutenowe... ponieważ marzyłam o wegańskim Tiramisu :-) ... jednak pierwsza próba chociaż nie okazała się porażką... nie pasowała za bardzo do mojego wyobrażenia o biszkoptach do tego deseru...
Po pewnych modyfikacjach podjęłam kolejną próbę... Tym razem całkiem udaną :-)
Tyle tylko,że upiekłam ciasto w tortownicy... więc musiałam zmienić plany...
... upiekłam przepyszny wegański sernik chałwowy... zachęcam Was do spróbowania, ponieważ naprawdę tahina nadaje mu niezwykłego pysznego smaku, który jest intensywny ale nie przytłaczający... raczej intrygujący ... :-)
Wkrótce pojawi się również przepis na wegańskie, bezglutenowe Tiramisu :-)
... tymczasem zdradzę Wam przepis na całkiem fajnego "biszkopta" upieczonego na tzw. " lnianym glucie " . Nie jest tak lekki i puszysty jak klasyczny biszkopt, ale do tego przepisu fajnie się sprawdził.
Myślę, że równie fajnie by smakował z masą czekoladową z tego przepisu.
Składniki:
1/3 szklanki siemienia lnianego ( u mnie złote - kupuję w Rossmanie)
1,5 szklanki wody
Ugotować na małym ogniu przez ok. 20 minut. Ilość wody po gotowaniu zredukuje się po odcedzeniu do ok. 3/4 szklanki. Kiedy będzie ciepłe przecedzić przez sitko, nasionka można dodać do koktajlu lub ciasteczek, a płyn bardzo dobrze wystudzić. Musi być on bardzo dobrze schłodzony, bo inaczej nie ubije się nam tak jak trzeba.
Można przygotować go wieczorem - "gluta" przechować przez noc w lodówce, a rano przygotować ciasto.
"Gluta" wlewamy do miski,dodajemy szczyptę soli i ubijamy.
Trwa to nieco dłużej i w konsystencji jest troszkę bardziej gumowaty, ale efekt jest warty wysiłku.
Ubijamy, aż masa będzie wyglądem przypominała ubitą pianę z białek (po ok. 15 minutach).
Kiedy piana będzie już puszysta, zmniejszyć obroty miksera i dodać wciąż ubijając:
ok. 150 ml. mleka roślinnego lub wody
ok.1/4 szklanki oleju tłoczonego na zimno (u mnie rzepakowy)
1 łyżeczkę proszku do pieczenia lub sody (moim zdaniem z proszkiem jest fajniejszy)
ok. 1/2 szklanki fruktozy
1/2 szklanki mąki kukurydzianej
1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
Zmiksować na gładką, dosyć gęstą masę. Ciasto przed upieczeniem przypomina raczej ciasto ucierane niż biszkopt.
Piec ok. 35 minut w temperaturze ok. 175 stopni C.
Tak wygląda po upieczeniu :-)
Ciasto nie będzie bardzo puszyste i nie urośnie tak szalenie jak tradycyjne biszkopty, ale zapewniam, że jest bardzo smaczne.
Zrobiłam je z małej proporcji i piekłam w dosyć dużej tortownicy, dlatego wyszło raczej niskie... na szczęście mimo, że nie było idealne wizualnie, ( bo pękło mi w czasie przekrajania) w smaku było naprawdę fantastyczne.
Masa "serowa" :
1 kostka tofu naturalnego
1 puszka mleka kokosowego
5 łyżek fruktozy
2 łyżki oleju kokosowego
4 duże łyżki tahiny (pasty sezamowej) ok. 100 g.
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1 budyń waniliowy
Mleko kokosowe musi być bardzo dobrze schłodzone (najlepiej przez całą noc) w lodówce.
Oddzielić część gęstą od płynnej i samą gęstą ubić mikserem na bitą śmietanę.
Zmniejszyć obroty miksera i dorzucić pozostałe składniki.
Wystudzone ciasto przekroić na dwie części, pierwszą zostawić w tortownicy, przełożyć masą serową i przykryć drugą połową ciasta.
Piec ok. 30 minut w temperaturze ok. 150-160 stopni, aby masa serowa się upiekła, a ciasto nie spaliło ani nie zeschło.
Polewę zrobiłam z 1 łyżki fruktozy, 1 łyżki oleju kokosowego i 2 łyżek ciemnego kakao oraz 1 łyżki wody. Zmieszałam w małym garnuszku,gotowałam ok. 1-2 minut na średnim ogniu, a kiedy masa miała już fajną ciągnącą konsystencję polałam nią ciasto.
Być może zdjęcie nie oddaje w pełni jego uroku, bo nie mogąc się już doczekać pokroiłam go kiedy był jeszcze ciepły :(
...ale w smaku był naprawdę bardzo smaczny, delikatny, kremowy i mocno chałwowy:-) tak jak uwielbiam... (zarówno na ciepło jak i na zimno :-) ).
A tak wygląda pokrojony już na zimno :-)
Smacznego !!!
piątek, 3 kwietnia 2015
Stir - fry z sałatą,chilli,liśćmi rzodkiewki i tofu...
Przepyszne, sycące, pełne smaków danie,które (jeśli macie ugotowaną kaszę, ryż lub makaron) możecie przygotować dosłownie w 5 minut !!!
Ja akurat miałam ugotowaną kaszę perłową z wczorajszego obiadu więc resztę zrobiłam w mgnieniu oka.
1 ząbek czosnku
1/2 opakowania tofu z sosem sojowym
5 dużych liści sałaty dębolistnej
natka z jednego pęczka młodej rzodkiewki
1/3 papryczki chilli
1 łyżeczka przyprawy ZATAR, sól morska, pieprz świeżo mielony, listki bazylii.
kilka łyżek oleju tłoczonego na zimno (u mnie rzepakowy)
Czosnek i paprykę obrać i pokroić w cieniutkie plasterki; rozgrzać na patelni olej,wrzucić najpierw czosnek i chilli,lekko posolić i jak tylko się zrumienią zrzucić z patelni na talerz,aby się nie przypaliły.
Znów rozgrzać ok. 1 łyżkę oleju,wrzucić pokrojone w słupki tofu,przyprawić zatarem,solą,pieprzem oraz bazylią.
Jak tylko tofu ładnie się przyrumieni, również zdjąć z patelni.
Następnie znów rozgrzać 1 łyżkę oleju i wrzucić pokrojone na niezbyt drobne kawałki młode liście rzodkiewki i sałatę,lekko posolić (nie za dużo ponieważ wtedy bardzo się kurczą i wypuszczają dużą ilość wody).
Nie smażyć ich dłużej niż 1 minutkę !
Na talerz wyłożyć podgrzaną kaszę lub co tylko chcecie lub macie (myślę,że równie pyszne będzie dokładnie z każdym dodatkiem).
Na kaszę wyłożyć sałatę z rzodkiewką,a na to tofu z czosnkiem i chilli.
Zajadać do woli :-) Smacznego !!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)






































